Porozmawiajmy o akupunkturze - ciąg dalszy...
Autor: John Cover
Wydawnictwo: Kłodzko, wydanie II, poprawione i rozszerzone, 1995
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Porozmawiajmy o akupunkturze – ciąg dalszy…” to typowy produkt pewnej epoki: lat 90., kiedy medycyna chińska na polskim gruncie dopiero się zadomawiała, a pionierzy-amatorzy i półprofesjonaliści próbowali przełożyć hermetyczny język klasycznych traktatów na coś, co zrozumie przeciętny czytelnik z Kłodzka, a nie z Szanghaju. Druga, poprawiona i rozszerzona edycja sugeruje, że pierwsza część – ta o Prawie Pięciu Elementów – znalazła już swoją publiczność: terapeutów „w drodze”, ludzi zafascynowanych alternatywą wobec przychodni rejonowej i tych, którzy traktowali akupunkturę jak pasję na pół drogi między hobbystyczną anatomią a ezoteryką. Tu dostają ciąg dalszy – nie w sensie literackim, ale warsztatowym: więcej schematów, więcej wskazówek, więcej „jak”.
W przeciwieństwie do nowszych, gładko zredagowanych podręczników TCM, książki tego typu często mają urok notatnika: autor tłumaczy Pięć Elementów tak, jak sam to zrozumiał i przepracował w praktyce. Prawdopodobnie mniej tu filologicznej wierności klasykom, więcej syntezy pod potrzeby europejskiego gabinetu: graficzne ujęcia cyklu odżywiania i kontrolowania, powiązania meridianów z objawami, praktyczne „recepty” punktowe na konkretne dolegliwości.
Czy to pozycja „wystarczająca”, zależy od tego, czego szukasz. Jeśli interesuje Cię historyczna warstwa recepcji medycyny chińskiej w Polsce – to wręcz dokument epoki: przed standaryzacją, przed modą na „holistykę” w wydaniu korporacyjno-wellnessowym. Jeśli natomiast szukasz solidnego, współczesnego, krytycznego wprowadzenia do akupunktury, opartego zarówno na kanonie TCM, jak i aktualnych danych naukowych, ta książka będzie raczej ciekawostką i punktem odniesienia niż podstawowym podręcznikiem. Można z niej wynieść sposób myślenia w kategoriach Pięciu Elementów, ale stan wiedzy i aparat pojęciowy warto będzie później skonfrontować z nowszą literaturą – choćby po to, by odróżnić praktyczne dziedzictwo tradycji od entuzjazmu lat 90.