Upadek Lucyfera
Autor: Wendy Alec
Wydawnictwo: Inny Świat, 2006
Okładka: miękka
Stan: dobry
Uwagi: brak
O książce
„Upadek Lucyfera” to książka, która spełnia skryte marzenie wielu współczesnych kaznodziejów: zamienić Księgę Rodzaju i prolog do Apokalipsy w powieść high fantasy. Wendy Alec traktuje mit biblijny jak surowiec narracyjny – bierze tradycyjny, protestancko‑ewangelikalny obraz anielskiej rebelii i rozciąga go w wielką, quasi‑kosmiczną sagę o trzech braciach‑archaniołach. Lucyfer staje się tu nie tyle wężem z Edenu, ile upadłym księciem z rodowodem godnym Tolkiena i Anne Rice, zaś Michał i Gabriel funkcjonują jako strażnicy porządku, rozpięci między miłością braterską a absolutnym posłuszeństwem wobec Stwórcy. Od pierwszych stron czuć, że autorkę bardziej fascynuje teatr nieba niż ziemska historia – ludzkość jest stawką, ale spektakl rozgrywa się ponad naszymi głowami.
Najciekawszy jest właśnie sposób „romansu” teologii z konwencją fantasy. Alec bez zahamowań antropomorfizuje anielskie hierarchie: mamy pałace, dwory, bale i narady wojenne, jakby w Niebie znajdowała się filia Królewskiej Opery. Bóg pozostaje raczej tłem – centralną figurą staje się Lucyfer jako bohater tragiczny, z ambicją i urażoną godnością, co przywodzi na myśl nie tyle Biblię, ile Miltona przefiltrowanego przez kulturę masową. Ta psychologizacja upadku – pokazanie etapów zazdrości, pychy i rozdarcia – jest najmocniejszą stroną powieści. Gdy autorka trzyma się dramatów między trzema archaniołami, książka działa jak sprawna, przystępna mitologia alternatywna; gdy próbuje mówić językiem „wielkiej” metafizyki, pojawia się pewna sceniczność, która bardziej przypomina film telewizyjny niż „Boską komedię”.
Nie jest to zatem lektura dla kogoś, kto szuka subtelnej egzegezy biblijnej czy teologicznej dyskusji – to raczej literacka „space opera” rozgrywana w rejonach Ap 12, z wyraźnie chrześcijańskim przesłaniem, ale środkami znanymi z popularnego fantasy. Na tle nurtu tzw. „chrześcijańskiej fantastyki” książka wyróżnia się rozmachem wyobraźni i bezkompromisową powagą w podejściu do własnego mitu; jednocześnie bywa patetyczna w sposób, który jednych rozbawi, innych wzruszy, a jeszcze innych zniechęci. Dobrze sprawdzi się jako lektura dla czytelnika, który wychował się na biblijnych opowieściach, pokochał epikę heroiczną i chciałby zobaczyć, co się stanie, jeśli oba światy wrzuci się do jednego kotła i pozwoli Lucyferowi wygłosić własną, rozbudowaną wersję „dlaczego odszedłem”.